Springe zum Inhalt

iOS 14.2, czyli czemu świat ma pierdolca?

Żona kupiła pierwszego w rodzinie iPhone'a. Nie było to pierwsze urządzenie Apple w domu, bo dziewięć lat wcześniej wygraliśmy w konkursie iPada Mini. Ale to były zupełnie inne czasy. Albowiem wtedy jeszcze Steve Jobs żył.

Przyszła wreszcie pora na aktualizację iOS na pokładzie tego cuda do wersji 14.2. I umarłem w butach. Miało być pięknie. Wyszło gównianie.

Powód aktualizacji

Pierwsze co, to dostałem w ryja tym komunikatem:

Boże (o ile istniejesz)! Czy świat jest naprawdę aż tak popierdolony? Czy naprawdę głównym powodem aktualizacji czegokolwiek jest fakt, że owa aktualizacja dostarcza mi ponad sto gównianych animowanych ryjów i kilka tapet? Zaś fakt, że przy okazji przynosi poprawki błędów i udoskonalenia -- kiedyś rzecz oczywista i oczywiście fundamentalna -- jest wymieniany dopiero na trzeciej pozycji?

Powiedzcie mi, proszę. Czy to cały świat ma pierdolca, czy tylko Apple?

Automatyczne aktualizacje?

Tytuł powinien być w cudzysłowach. Czemu? Bo są fikcją! Mam je włączone:

I co z tego? Aktualizacja do iOS 14.2 nie nastąpiła:

  • ani automatycznie,
  • ani nawet po tym, jak w iTunes for Windows kliknąłem Update.

Konieczne było przeklikanie się przez konfigurację samego iPhone, ręczne wyszukanie aktualizacji i uruchomienie jej. No, więc co to jest, ja się pytam, proszę pana? To gówno jest, a nie automat!

Podwójna aktualizacja?

Po zakończeniu procesu aktualizacji, przeklikałem się ponownie w to samo miejsce, by -- jak słusznie zakładałem -- ujrzeć na moim iPhone komunikat, iż posiadam najnowszą dostępną wersję (14.2) i żadne nowe aktualizacje Jabłka na ten moment nie są dostępne.

Japa trochę mi opadła, gdy na iTunes for Windows, do którego podłączyłem owego Towarzysza Japko, ujrzałem komunikat, że nie... aktualizacja 14.2 ciągle czeka.

Natomiast, gdy kliknąłem (dla jaj!) Update i zobaczyłem, że mój iPhone... ponownie instaluje aktualizację, którą pięć minut temu zainstalował, to szczęka wypadła mi z ryła i potoczyła się pod biurko.

Apple ma pierdolca!

Jeśli powyższe przykłady nie wystarczają, by dowodzić tezy, to jest jeszcze to:

Czy ktoś byłby łaskaw wyjaśnić mi, jaki jest sens w zapisywaniu plików typu JPEG pod nazwą z rozszerzeniem .png? Przecież to jest jakiś gwiezdny kretynizm...

Zostaw komentarz