Przeskocz do treści

Filmweb, jeden z najpopularniejszych, jeśli nie najpopularniejszy polski serwis filmowy. Pretenduje do tytułu polskiego odpowiednika IMDB. Dziesiątki tysięcy odwiedzin, jeśli nie więcej, dziennie. Reklamy strzelają na lewo i prawo, więc kasa musi się lać wiadrami. Ale cała trafia do kieszeni zarządu, bo do tworzenia strony internetowej zatrudniają samych kretynów.

Tak, proszę państwa... nie bójmy się tego słowa. k r e t y n ó w!

Bo tylko kretyn zostawiłby w kodzie źródłowym "idącym na produkcję" funkcję alert(), która strzela w odwiedzającego idiotycznymi komunikatami o rzekomych błędach. W zasadzie... kretynem trzeba być, żeby w ogóle używać czegoś takiego gdziekolwiek, skoro ma się console.log pod ręką.

Ale programiście lub programistom tworzącym współczesny Filmweb to nie wystarczyło. Postanowili strzelać w użytkownika komunikatami o treści... "Error"...

Jeśliby więc nawet pojawiła się jakaś litościwa istota, żeby tym sakramenckim sierotom zwrócić uwagę, co wyprodukowali i pokazali na widok, to nawet nie będzie w stanie naprowadzić ich na miejsce występowania problemu na podstawie treści komunikatu o błędzie, bo treść może oznaczać wszystko.

Czytaj dalej... "alert() na Filmwebie…"

Programy lojalnościowe zarabiają na wielkich sieciach, które wydają swoim naiwnym klientom punkty. Ponieważ jednak są to grosze, trzeba zrobić coś, żeby zarobić jeszcze więcej. Ale, co?

I tu uśmiecha się stary mechanizm:

  • klient płaci dziś,
  • sieć wydaje mu punkty lojalnościowe dziś,
  • Payback kroi gorsze prowizji od transkacji dziś,
  • Payback wydaje naiwnemu klientowi punkty lub nagrodę za... 4-5 miesięcy!

W skrajnym przypadku, pieniądze pobrane od sieci handlowej w zamian za punkty lojalnościowe, są obracane przez Payback nawet przez 100-120 dni, zanim zostaną wydane na nagrodę, którą za owe punkty zamówił użytkowni programu.

No, i jeszcze oczywiście absurdalna różnica w cenie. Dostajesz 1 punkt za 1 wydaną złotówkę, a młynek do kawy, w sklepie dostępny za 200 zł, kosztuje w Payback 5000 punktów. Czyli płacisz za niego... 5000 zł. Ale to zupełnie inna historia.

Czytaj dalej... "Mechanizm oszustwa Payback"

Infolinia Microsoft Polska to koszmar, jeśli chodzi o ergonomię organizacji poszczególnych opcji, menu i podmenu. Wszystko jest po prostu cacy, jeśli posiadasz klucz i chcesz po prostu aktywować swój produkt, a z jakichś powodów nie chcesz korzystać z aktywacji przez Internet.

Kiedy jednak masz jakikolwiek problem, zapomnij o tym, że pomoc telefoniczna będzie prosta. A jeszcze zanim podniesiesz słuchawkę telefonu, możesz po drodze zaliczyć -- jak ja -- kilka durnych fuckupów.

Tak zwane intro

Posiadam dwie legalne kopie Windows 7 Home Edition OEM. Zainstalowałem je przeszło dwa lata temu na komputerach, dla których licencje te zostały zakupione. Po dwóch latach przyszło wymienić w obu komputerach dyski talerzowe na SSD. Ponieważ Windows to Windows, a nie Linux, od razu zrezygnowałem z opcji tworzenia zwierciadlanej kopii starego dysku talerzowego na nowym dysku SSD, tylko postanowiłem zainstalować czyściutki, nowiutki system Windows.

Po dwóch latach bez "odświeżania" i tak cud, że ten system chodził, jak chodził.

Już kiedyś, dużo wcześniej, bodajże w przypadku systemu Windows XP, przerabiałem taki wątek, iż po ponownej instalacji systemu Windows, po wymianie dysku twardego, system nie chciał się aktywować. Dzwoniłem wówczas do Microsoft, i aktywacja telefoniczna przeszła bezboleśnie. Miła pani po drugiej stronie telefonu zapytała jedynie, jaki zakres obejmowała wymiana, upewniła się, że nie była to wymiana płyty głównej (co podobno wywala licencję OEM w kosmos i zmusza do kupienia nowej) i po chwili podała mi "magical code", który uaktywnił mój Windows, wcześniej oporny na aktywację internetową.

Będąc wyposażony w takie, dość przyjemne, wspomnienia (o ile wyrazy "przyjemność" i "Microsoft" mogą być zestawione razem w jednym zdaniu?) nie spodziewałem się większych problemów i tym razem. Życie szybko i brutalnie zweryfikowało moje naiwne założenie.

Pierwsze fuckupy

Pierwszym fuckupem było w ogóle to, że aktywacja była konieczna tylko w przypadku jednego komputera.

Obie maszyny przeszły identyczną procedurę -- wymiana dysku talerzowego na SSD i instalacja na nowym dysku zupełnie nowego systemu. Oba systemy był zainstalowane w identyczny sposób, przy tym samym zestawie opcji i z tego samego (inny dla obu komputerów) nośnika, z którego system był poprzednio instalowany.

Tylko jeden z tych komputerów zaczął wściekać się o brak aktywacji. Drugi do teraz twierdzi, że all is OK.

Natomiast fuckupem piramidalnym, do potęgi n, okazał się fakt, że ów oporny na aktywację Windows ot tak "zapomniał" mi o tym fakcie przypomnieć!

Przez całe bite trzydzieści dni nie ujrzałem ani jednego komunikatu lub innego sygnału świadczącego o tym, że system nie jest zaktywowany. Oraz o tym, że miesięczny licznik nieubłaganie odmierza w dół. Mój kochany Windows "przypomniał" sobie o tym w ostatnim dniu, w postaci jeb-komunikatu typu: "Misiu, czy wiesz, że został ci jeden dzień na aktywację tego pudła, a potem frytki?".

Myślałem, że mnie trafi, bo wcześniej takie wesołe wianki się nie zdarzały. Każdy nieaktywowany Windows, z którym do tej pory miałem do czynienia, był tak poparzony na tym punkcie, że przypominał mi o braku aktywacji średnio siedemset czterdzieści pięć tysięcy razy na dobę. Cóż... może takie walnięcie użytkownika z nienacka, po miesiącu udawania, że wszystko jest OK, to element nowego user-experience wprowadzanego przez Microsoft?

No, nie ważne. Ciekawe, jak to wyjaśnią na infolinii Microsoft? Dzwonimy...

Telefon numer jeden

Czas połączenia: 3 minuty, 22 sekundy. Efekty: żadne.

Ring, ring... pogadanka o ochronie danych osobowych, znacznie dłuższa niż typowe, ale to Microsoft przecież. Kogo stać na ten system (użytkownicy wersji lewych raczej na infolinię aktywacyjną nie dzwonią), tego pewnie -- w mniemaniu Microsoft -- stać również na wyższe rachunki i spędzanie przyjemnych chwil przy wysłuchiwaniu durnych komunikatów. No, nic... czepiam się!

Dalej podobne pierdzielenie trzy po trzy, więc poniżej podaję jedynie istotne elementy, oblane zupełnie niepotrzebnym bełkotem.

Jeśli chcesz aktywować (...) lub masz problem z aktywacją (...) wybierz jeden.

O! To coś dla mnie, wszelakowoż, ja problem z aktywacją posiadam. Tap na 1.

Jeśli jesteś użytkownikiem domowym, wybierz jeden. Jeśli jesteś użytkownikiem biznesowym, wybierz dwa.

EoT. Żadnych innych opcji. A gdzie, niby, kontakt z ludziem-nie-automatem, jako że problem mam? No, nic -- tap ponownie na 1.

Proszę rozpocząć wprowadzanie klucza...

Noszkarwamać! Co jest? Nie chcę wprowadzać żadnego klucza! Nie chcę aktywować produktu przez telefon! Chcę pogadać z kimś niemechanicznym, żeby mnie zrozumiał, połączył się ze mną w bólu, pogłaskał wirtualnie przez telefon, a na koniec podał "medżik kołd" do aktywacji Windowsa.

No, nic. Hangup, bo oczywiście opcja "Powrót to poprzedniego menu" występuje tylko w nielicznych przypadkach, akurat w tym menu nie.

Telefon numer dwa

Czas połączenia: 1 minuta, 39 sekund. Efekty: żadne.

No, to dzwonię jeszcze raz. Znowu dwuminutowy bełkot (kiedy wprowadzą cookies na infoliniach, żeby centralka wiedziała, że ja te bzdury już raz wysłuchałem?). Już wiem, że jedynki nie wolno mi ruszać, żeby się paliło. Co tam dają dalej?

1. Jeśli chcesz lub masz problem

2. Jeśli jesteś użytkownikiem domowym...

3. Klienci biznesowi lub instytucjonalni.

4. Partner Microsoft.

5. Jeśli chcesz chronić komputer...

Ktoś wie, co opcja pięć robi na infolinii aktywacyjnej? Ja wiem! Płacąc Microsoft dzięgi i aktywując ich produkty chronisz swój komputer.

Dwójka wydawała się być sensowna. A tam:

1. Aktywacja produktu.

2. Pomoc w sprawie XBox, Microsoft Messanger, SkyDrive i...

3. Pomoc w sprawie licencjonoania produktów Microsoft.

4. Pomoc w sprawie Windows lub Office zakupionych online.

5. Pomoc techniczna dla produktów firmy Microsoft.

Opcja pod tytułem... Pomoc w sprawie aktywacji produktu firmy Microsoft... niet!

Wszak to tylko infolinia służąca do aktywacji produktów firmy Microsoft. Uzyskasz w niej pomoc w sprawie XBox, Messanger, SkyDrive, Windows lub Office, czy wreszcie pomoc techniczną, ale pomocy w sprawie aktywacji nie uzyskasz.

Jak pamiętacie, po wybraniu opcji numer 1 w menu głównym, gdzie obiecywano mi, że uzyskam pomoc w przypadku problemów z aktywacją, jedyne co dostałem to możliwość aktywowania produktu. Domyśliłem się więc, że Microsoft jest "nie dla idiotów" i postanowiłem opcji numer jeden w tym podmenu nie wybierać. Wszak nie chcę aktywować produktu! Chcę uzyskać pomoc na temat, prawda? Błąd!

Hangout! Przerwa na lancz.

Telefon numer trzy

Czas połączenia: 0 minut, 35 sekund. Efekty: żadne.

A może tak... magiczny kod?

Ring, ring... Bełkot o danych osobowych (gdzie te ciasteczka!)... "Jeśli posiadasz specjalny kod...". Tap na 9 i... "Please enter your access code now!". Ooops, przepraszam! Ekskuzymła, ja nie paniemaju.

Hangout.

Telefon numer cztery

Czas połączenia: 1 minut, 33 sekund. Efekty: żadne.

Mam dość. Biorę pomoc techniczną... Ring, ring, bełkot, 2, 5. Przydługi komunikat informujący mnie o tym, że jeśli oprogramowanie zostało preinstalowane na komputerze, to mam zwrócić się po pomoc do producenta tegoś komputera.

Nie mam bladego pojęcia, dlaczego ta pani dwa razy powtarza przydługi adres internetowy, który mam odwiedzić w tym przypadku, zanim poinformuje mnie, że jedyną opcją, która mi pozostała oprócz pierwszej to płatna pomoc techniczna.

Hangout.

Telefon numer pięć

Czas połączenia: 5 minut, 57 sekund. Efekty: !

Cóż mi pozostało? W głównym menu, pod "jedynką" obiecywali pomoc, a była tylko aktywacja. Jeżeli w podmenu obiecują aktywację, to może tam znajdę... pomoc?

Ring, ring. Bełkot. Nareszcie odkrywam, że naciskając cokolwiek można go przerwać (toż to prawie jak cookies!). 2. 1.

Nie wierzę własnym uszom...

Jeśli masz problem z aktywacją, wybierz jeden.

Santa Maria de Gwadelupa, Horche Porche de Gargamel... a jednak zadziałało!

Ciągle nie wierząc we własne szczęście, drążcym, spoconym i nieco oślinionym z nerwów paluchem delikatnie tapam 1.

Ring, ring. Buuuuu, buuuu. Ach, ktoś odbiera! Nie, to nie możliwe! Naprawdę? Z góry przygotowana bajeczka... Proszę podać kod, proszę podać numer. Proszę o chwilę cierpliwości. Proszę wpisać ten o to numer. Czy Windows się uaktywnił? TAK! Kątem dłoni ocieram łzę spływającą mi z oka... Udało się!

Czar pryska i znowu jestem sobą. Nie omieszkam skorzystać z okazji i podczas piątej rozmowy telefonicznej zadać to pytanie, nurtujące mnie od godziny...

-- Czy to normalne, że...

-- Tak! Zostało to zmienione w Windows 7...

Tak, to całkowicie normalne, że system przez trzydzieści dni nie ostrzega użytkownika o braku aktywacji i dopiero w ostatnim dniu informuje go, że czas na aktywację upłynął. To nie błąd, to taki planowany ficzer. Żegnam się szybciutko, na ostatnim dechu, zanim głośno parsknę śmiechem.

Konkluzyja

Podsumowując. Połączenia w Play na numery stacjonarne mam gratis (wliczone w abonament), w domu się trochę nudziłem i nie miałem nic ciekawszego do roboty, głos pani po drugiej stronie telefonu był naprawdę milutki. I co najważniejsze -- na koniec powiedziała prześwietny dowcip!

O tym, jak Niemiec, Polak i Rusek mieli nieaktywne Windowsy 7 i przez trzydzieści dni nie mieli na ten temat bladego pojęcia. Niemiec i Rusek znowu dostali w dupę, jak w każdym tego typu dowcipie, bo to był polski Windows i z informacji na polskiej infolinii Microsoft nie zrozumieli ni w ząb. Polak też niewiele więcej zrozumiał, ale w końcu, po pięćdziesięciu minutach, pięciu telefonach i naciskaniu niezliczonej ilości klawiszy udało mu się jego Windowsa aktywować.

Toteż summa summarum całą sprawę kończę się z dobrym humorem. Nie mniej, fuckup to tak olbrzymi, że grzechem ciężkim byłoby go tu nie opisać...

Nie, no! Nie mam... Mam wirtualnie. Bo w mBanku możliwe są operacje, których data wykonania jest późniejsza niż data księgowania!

Wielki Kazik śpiewał o 12 groszach, które w kieszeni nosi... Może ja, dla odmiany, powinienem zacząć śpiewać o 17 groszach, które mBank twierdzi, że posiadam?

Choćby tylko przez weekend...

Kiedy trzy i pół roku temu Payback wystartował w Polsce i wprowadził "rewolucyjną" metodę logowania się przy pomocy:

  • numeru karty,
  • daty urodzenia
  • i kodu pocztowego

zupełnie ignorując istniejącą w IT od 40+ lat potrzebę istnienia hasła, zadrżeliśmy.

Było to wywrócenie do góry nogami fundamentalnych zasad bezpieczeństwa i jawna kpina z użytkowników. Mimo wszystko byliśmy wówczas jednak przekonani, że gorzej już być nie może.

Okazało się, że może. Zaś kretynizm twórców polskiego Paybacka nie zna granic.

Czytaj dalej... "Kolejny gigantyczny fuckup Payback"

Okazuje się, że mój ukochany bank -- oraz banda ignorantów w jego dziale QA -- mają nie tylko problem ze spacjami. Ale również z minusami.

Jakiś dureń patentowany wpadł na pomysł, że -- jakiegoś durnego powodu -- wszystkie numery kont w historii operacji będą miały ukryty znak minus (-) po piętnastym znaku. Ukryty, bo normalnie go nie widać. Trzeba numer konta skopiować do schowka i gdzieś wkleić.

Czytaj dalej... "Tragiczny minus mBanku"

Formularz szczegółów płatności zawiera błąd funkcjonalny. Mały, ale głupi. Mały, ale taki, jaki można spotkać na wielu stronach internetowych. Tych, które tworzone są przez studentów informatyki, po 300 zł za miesiąc pracy...

Przeliczenie kwoty do zapłaty, uwzględniające koszty przesyłki, jest powiązane z polem, do którego wprowadza się koszty przesyłki zdarzeniem OnKeyPress, a powinno być wywoływane przez OnChange.

W efekcie, przeliczenie całkowitej kwoty transakcji oraz uwzględnienie kosztów przesyłki w niej następuje tylko wtedy, gdy użytkownik wprowadzi koszt przesyłki przy pomocy klawiatury. Jednakże możliwe jest również użycie do tego celu myszki, w co najmniej dwóch sytuacjach:

  • dwa następujące po sobie pojedyncze kliknięcia w polu w celu wywołania z przeglądarki listy zapamiętanych wartości, a następnie wybór wartości z listy -- przeglądarka Firefox,
  • kliknięcie prawym klawiszem myszki i wybranie z menu podręcznego "Wklej" celem wklejenia wartości wcześniej skopiowanej do Schowka.

W obu tych przypadkach koszt przesyłki nie zostanie doliczony do całkowitej kwoty transakcji. Co raczej na pewno jest sytuacją błędną.

Zagadka dnia. Co mają wspólnego ze sobą: długopis-ściąga, dron, myjnia parowa, kombajn kosmetyczny, książka, smartfon HTC One, sofa Sigma, ekstrakt z winogorn, czapka na zimę, rower szosowy, bransoletka męska, lampa stołowa, kolczyki, masażer do głowy, fotel biurowy i samochód Jaguar XJ8 Executive?

Wszystkie pojawiają się na liście wyników, jeśli w Allegro wyszukać frazę: kupa!

Jak to możliwe? Ano, kretyni w Allegro wymyślili algorytm wyszukiwarki, który stara się wiedzieć lepiej od samego szukającego, czego ten szuka i chce. I w ten sposób pod hasło "kupa" wrzuca absolutnie wszystkie aukcje, które w tytule mają "kup" (od "kup teraz" i podobnych).

Czytaj dalej... "Kupujemy na Allegro… kupę!"

Mówiąc krótko... po prostu ubóstwiam swoją Kiankę Vengę. Za to jej odtwarzacz MP3 budzi moje najbardziej skrajne i najbardziej negatywne emocje. Chciałbym poznać osobiście "specjalistę" odpowiedzialnego za jego projekt i spytać się go grzecznie... kiedy ostatnio uderzyłeś się w głowę?

Czytaj dalej... "Kia Venga i jej odtwarzacz MP3"

Całkiem przez przypadek... zobaczyłem w Internecie kobiece cycki! Przepraszam, kolokwializm celowy, aby podkreślić emocje.

Nie byłoby w tym nic dziwnego (nasza wspaniała sieć ocieka hektolitrami erotyki i pornografii!), gdyby nie fakt, że kobiecy biust "strzelał" do mnie z reklamy jednej z popularniejszych porównywarek cenowych w Polsce -- Nokaut.pl.

Po kliknięciu w reklamę, trafiłem na stronę, na której atrybuty kobiecości już nie strzelały do mnie, tylko waliły z kilkunastu armat. Szczegóły na załączonej ilustracji.

Nie ukrywam, że mocno mnie to wkurzyło i postanowiłem wysmarować maila do Nokaut.pl. Efekt? Raczej mizerny...

Czytaj dalej... "Nokaut idzie w erotykę?"

Robię sobie jakąś typową operację, w moim ukochanym i zupełnie pozbawionym głupich błędów mBanku... No, i masz!

Kurde, coś pecha chłopaki mają. Do durnych błędów koło północy. Niemalże identyczny błąd złapałem pięć miesięcy temu, dwadzieścia minut przed północą. Ten, z kolei, jedenaście minut po północy.

A mówiła mamusia, że w nocy człowiek śpi, a nie bankuje...

Można spokojnie usuwać starsze wersje Java Runtime Environment. Szczegóły: tutaj.

Więc jest kompletnie niepojęte, czemu nie robi tego instalator nowszej wersji? Automatycznie lub przynajmniej nie pyta o to użytkownika? Po kilku update'ach robi się ładny chlew na komputerze. Jaki jest sens trzymania starych, nieużywanych wersji JRE wiedzą chyba tylko morony z Suna.

W skrajnym przypadku -- siedem update'ów i ponad 1 GB dysku zmarnowane.

W pewnym momencie u większości z nas pojawiają się dane, których utrata może poważnie zaboleć. I wówczas pojawia się temat tworzenia kopii zapasowej. I wtedy pojawia się hasło "Narzędzie do tworzenia kopii zapasowej w Windows 7". Bo wszyscy kochamy i używamy Windows i wszyscy wolimy darmowe rozwiązania od płatnych. Co z tego, że do dupy. Ważne, że za darmo.

Trzy zdania, trzy razy pojawił się zwrot "pojawia się". Celowo. Żeby wprowadzić w nastrój kolejnego steku kretynizmów w stylu Microsoft!

Czytaj dalej... "Kopia bezpieczeństwa Windows. 7 grzechów głównych!"

Skype jest klientem peer-to-peer! Nie przechowuje wiadomości z chata na żadnym serwerze.

Efekty? Proszę, o to przykład:

  1. 21 grudnia o 15:30 kolega zapytał o coś na Skype.
  2. Obaj mieliśmy kompy włączone, choć mnie przy moim nie było, ale wiadomość dostałem. Nim wróciłem i mu mogłem odpisać (teraz) wylogował się.
  3. Odpisałem mu od razu, ale wiadomości już nie otrzymał, bo jest off-line.
  4. Za chwilę wyloguję się i pójdę na urlop trwający do poniedziałku, 27 grudnia (pięć dni).
  5. Jutro (22 grudnia) pojawi się on w pracy i zaloguje do Skype'a, nie dostanie mojej odpowiedzi aż do poniedziałku. Dopóki ja się nie zaloguję.
  6. Prawdopodobnie zdarzy się tak, że weźmie on sobie urlop na okres między świętami, a Sylwestrem, czyli od 27 do 31 grudnia.
  7. Mimo, że ja cały ten czas będę się logował do Skype, on wiadomości z 20 grudnia nie odbierze, bo będzie off-line.
  8. Na pewno wiadomość odbierze dopiero wtedy, gdy będziemy razem on line, czyli... w poniedziałek, 3 stycznia...

W XXI wieku, w dobie komputerów i komórek, wiadomość wysłana przez jeden z najpopularniejszych komunikatorów internetowych dotrze... w 12 dni po wysłaniu!

A mowa tu o programie, który według Wikipedii ma ponad 650 milionów ludzi! Mają ponad pół miliarda użytkowników i do dziś nie opracowali mechanizmu przechowywania wiadomości na serwerze! Czy ktoś jeszcze potrzebuje dowodu na to, że Skype to gigantyczne gówno?

Ostrzeżenie w trakcie instalacji sterowników drukarki...

Zespół "indżajnerów" HP nie przewidział, że ich drukarki będą jeszcze działać w czasach, gdy typowy procesor będzie miał prędkość ponad trzy razy większą od zalecanej.

Ja pierdylam! Mamy:

  • XXI wiek,
  • szybki Internet szerokopasmowy nawet w kiblu

a oni podają czas pobierania wersji instalacyjnej Microsoft .NET Framework 4 dla połączenia... modemowego (telefonicznego).

No, jak Microsoft coś pierdzielnie to tylko nogi unieść i wyć.

W reporterskim skrócie:

  • jeżeli masz kilka kont pocztowych, to po kliknięciu "Przekaż":
    • może się okazać, że wysyłasz wiadomość z innego niż to, na które doszedł oryginał;
    • czasami ma się wrażenie, że Thunderbird wybiera konta losowo,
  • kretynizmy związane z zapisywaniem załączników:
    • brak opcji "Zapisz wszystkie" (ciekawe, jak TB-cioły zapisują 100+ fotek z wakacji przesłanych mailowo?),
    • drag-and-drop przeciąga tylko kliknięty plik mimo, że zaznaczono ich wiele,
    • otwórz natomiast otwiera wszystkie (co przy owych stu fotkach zaznaczonych i przypadkowym kliknięciu w otwórz może zajechać najsilniejszy nawet komputer!),
    • Enter nie działa -- otworzyć załącznik można tylko dwu-klikiem.
  • wyszukiwarka Thunderbird to fikcja:
    • jeszcze nigdy nie udało mi się przy pomocy tego gówna znaleźć tego, cożem szukał,
    • często za to znajdywała mi piramidalne, w ogóle nie związane z wpisaną frazą.
  • ikona "nowa poczta":
    • bardzo często nie znikająca po przeczytaniu otrzymanej poczty,
    • często widoczna nawet po jej usunięciu (co za bzdura!),
    • a rzadko "świecąca się" aż do zamknięcia programu.
  • drag-and-drop przy dodawaniu załączników z komputera:
    • działa tylko, jeśli upuścisz je na maluśki pasek adresów,
    • przy upuszczeniu na wielgachne okno treści wiadomości -- gówno; brak reakcji!

No, to by było na tyle! :>